Port LOK, czyli przystań czarteru Old Sailor

Zakładając swój własny czarter stanęliśmy z Mi przed ciężkim wyborem naszego macierzystego portu. Jego wybór to nie jest wcale taka prosta sprawa. Wiadomo, ustaliliśmy pewne kryteria, takie jak lokalizacja, cena, dostępność miejsc. Ale to nie wszystko. Zależało nam by port, do którego będą zjeżdżać wszyscy nasi żeglarze, miał w sobie coś więcej. Bo port macierzysty to nie tylko miejsce, z którego będą wypływać nasi klienci. To miejsce, w którym powstaną wyjątkowe wspomnienia, to dom dla naszej marki.

O naszym czarterze mówimy „nowoczesny, z tradycjami”. I właśnie takiego miejsca szukaliśmy.

Żeby miało w sobie to coś, coby nam przywiodło na myśl radosne chwile dzieciństwa na Mazurach. 

Na mapie Giżycka jest pewien port, miejsce, gdzie czas się zatrzymał. Miejsce, w którym Mazury są takie trochę bardziej dzikie, jak za dawnych lat. Ten port nazywa się LOK. Mieści się tuż za przejazdem kolejowym, przy ujściu kanału Giżyckiego (chociaż dziś Łuczańskiego). Słychać tam nadjeżdżające pociągi przywożące turystów właśnie do Giżycka. Żeglarzy, którzy przez kanał płyną z północy na południe i z południa na północ. Kiedy stoję na pomoście w LOKu wpadam w zadumę, te wszystkie dźwięki to pulsujące serce Mazur. 

Ten port przywołuje wiele wspomnień z lat mojego dzieciństwa – widzę tam piękne dzikie jezioro, w którym kiedyś łowiłam kijanki i kąpałam się po ostatnich lekcjach w roku szkolnym. To Niegocin, na którego brzegu dzisiaj mój syn zbiera kamyki. W porcie stoi stary bar, w którym podają najlepsze pierogi z mięsem, czy mazurskie kartacze. Zawsze czekam na majówkę, bo właśnie wtedy bar zaczyna funkcjonować, a wraz z nim cały port wraca do życia. Oznacza to, że niebawem na mazurskie tereny przyjedzie wielu turystów i żeglarzy i zacznie się kolejny wakacyjny sezon.

Dla ciekawskich przyrody, w tym porcie można zobaczyć dzikie kaczki, które cieszą się, że znowu dzieciaki nakarmią je chlebem, czy dumne łabędzie, które unosząc szyje, dryfują po mazurskich wodach.  

Nasz port ma w sobie pewien absurdalny urok. LOK to port, w którym dźwigowy wodujący łódki kończy pracę punkt 15 i ani minuty dłużej! Port, w którym Pan parkingowy za każdym przejazdem sprawdza przepustkę, upominając, że powinna być za szybą, mimo że widzimy się po kilka razy dziennie. To port, który przenosi nas w dawne (chociaż nie aż tak bardzo) czasy, które faktycznie dla większości już mazurskich portów są zapomniane. 

Rozumiem jednak, że nie dla każdego taki urok, to rzeczywiście urok. Dlatego otrzymuję czasem pytania: dlaczego właśnie ten port wybraliśmy do stacjonowania naszej floty? Przecież daleko mu do nowoczesnych portów zgodnych ze standardami unijnymi, gdzie wszystko jest zmechanizowane, nie płaci się za prąd czy wodę. 

My postawiliśmy na miejsce, które dla nas łączy w sobie trochę brutalną tradycję, ale też wyjątkową perspektywę na Mazury i Giżycko.

Bo z LOKu rozpościera się widok na dziki brzeg jeziora, słychać śpiew ptaków, które codziennie budzą żeglarzy do wypłynięcia w rejs i podjęcia walki z wiatrem.

Chociaż odrobinę na uboczu, LOK leży w samym sercu Giżycka, które zaprasza do romantycznych wypadów, wspólnych spacerów z przyjaciółmi po Giżyckim molo, czy brzegiem kanału Łuczańskiego. Znajdujący się nieopodal most obrotowy to zabytek z połowy XIX wieku, wpisany do rejestru zabytków województwa warmińsko-mazurskiego. W sezonie letnim jest naszą atrakcją turystyczną przyciągającą duże rzesze turystów chcących obejrzeć moment otwierania i zamykania mostu. Przechodząca przez most ulica Olsztyńska prowadzi dalej do twierdzy Boyen, jednego z największych zabytków Mazur. Jest to XIX wieczny obiekt blokujący strategiczny przesmyk pomiędzy jeziorami Niegocin i Kisajno.

Nieopodal naszego portu znajduje się również Giżyckie molo z piaszczystym brzegiem, idealnym do kąpieli, smażalnią ryb i budkami serwującymi gofry i lody. Nad brzegiem jeziora Niegocin, na molo, znajduje się ogromny napis Giżycko, który posłuży jako rekwizyt do zrobienia pamiątkowych zdjęć i utrwalenia wspomnień z mazurskiego lata.  Molo prowadzi do Giżyckiej kładki, gdzie rozprzestrzenia się przepiękny widok na jezioro pełne żaglówek i motorówek pływających po jego falach. Tam pewnie, jak co roku przyjedzie wesołe miasteczko, którego diabelski młyn zakołysze w uśmiechu dzieci i pozwoli rodzinom spędzić wspólny czas, będzie też wata cukrowa, która przyniesie wspomnienia i  radość nie tylko dzieciaków.

Więc kiedy następnym razem odwiedzicie Giżycko, zapraszam Was do LOKu – pewnie tam spotkamy się na pomoście.

Pozdrawiam,
Ka

PS. Jeśli chcesz wiedzieć więcej o naszym czarterze, zapraszamy na www.oldsailor.pl


0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *