Moje miejsca na Ziemi

Cześć, tutaj Ka. Piszę do Was, bo chcę się podzielić moim szczęściem. Ostatnio tak dużo się mówi o ucieczce. Ludzie marzą, by wyrwać się z miasta, wyrwać się z pracy, z korporacji. I uciec w Bieszczady… lub gdzieś indziej, znaleźć swoje miejsce na ziemi. Szczególnie teraz! Mamy wiosnę, nadchodzi lato, świat rozkwita i słońce przyjemnie grzeje. A ja mam to ogromne szczęście, ten wspaniały dar, że to miejsce mam na wyciągnięcie ręki.  Miejsce pełne spokoju, ciszy, lasów, jezior. Gdzie czas płynie wolniej, nie ma korków i żyje się spokojnie. Miejsce, które zaczyna żyć latem, a zimą zapada w uroczy sen.

Gdzie w ogóle, na mapie Polski, jest takie miejsce? Odpowiedzi jest pewnie tak wiele, jak kropek na mapie.

Pewnie nawet i więcej! Myślę, że teraz każdy z Was przenosi się myślami do rodzinnych stron, miejsc tak dobrze znanych i kochanych, które kojarzymy z dzieciństwem. Dla mnie takim miejscem jest Giżycko.

Moje rodzinne miasto, które leży w samym sercu Mazur — jednej z najpiękniejszych krain świata. Dla mnie to miejsce jest magiczne. Bo to tu zostało moje serce. Codziennie, stojąc w warszawskich korkach, przenoszę się myślami właśnie tam. Moje Giżycko, moje Mazury. Tam czas płynie wolniej, a jakby szybciej dociera się do wyznaczonych celów. Tęsknię za lasem oraz widokiem jeziora z górki mojego domu, ale najbardziej za  rodziną, która zawsze czeka na mój powrót.

Dzisiaj, na co dzień, mieszkam w wielkim mieście, w Warszawie. Może ktoś powie, że się skarżę: korki, brak czasu na życie, brak czasu na bycie cudowną, pełną pomysłów mamą. Nic bardziej mylnego!

Uwielbiam Warszawę.

To tutaj skończyłam mój ukochany kierunek, zdobyłam doświadczenie zawodowe i miałam okazję działać w cudownych miejscach pracy. Tu też poznałam fantastycznych przyjaciół. To właśnie ja dzisiaj zapraszam ich do siebie, do Giżycka. Zaszczepiam w nich żagle, narty wodne, spacer po lesie czy ognisko pod niebem pełnym gwiazd.

Moja osobowość pozwala mi kochać oba te miejsca, choć tak diametralnie od siebie różne. Bo potrafię odnaleźć się w szybkim tempie miasta, jak i w błogim spokoju Mazur. Potrafię docenić to, co dało mi życie: miejsca tak skrajnie różniące się od siebie. Warszawa daje mi energię, czerpię z niej szybkość życia. W Giżycku czuję się spokojna, tutaj odpoczywam, regeneruję się po tygodniu ciężkiej pracy. Z okna mojego drugiego domu widzę las pełen zwierząt.  A w nocy, kiedy nie mogę zasnąć, budzi mnie odgłos żurawia, czy żab rozgrywających koncert w stawie. W Warszawie nad ranem budzę się do życia wraz z całym miastem. A noc czasem nigdy nie nadchodzi, gdy blask świateł rozjaśnia całe miasto.

Wiem, że kiedyś wrócę do Ciebie Giżycko i codziennie będę zachwycać się Twoimi urokami.

Nie tylko latem, wiosną, czy jesienią. Bo kocham Cię również zimą: odgłos palonego drewna w kominku, czy gorąca czekolada po spacerze. Pi zawsze czeka, aż zima zamrozi tafle Twoich jezior i łyżwy będą mknęły po ich wierzchu. A po zimie budzi się wiosna i przygotowujesz się na przybycie żeglarzy i turystów. Rozkwitasz, by przywitać wszystkich swoim pięknem. Latem Giżycko i Mazury to raj dla każdego, w tym naszych żeglarzy Old Sailor, którzy na Twoich jeziorach stają się dziećmi wiatru. A jesień? Jesień to pierwsze chłodne wieczory, kolorowe liście i nowy błogi spokój. Dziękuję Ci za ten piękny wachlarz wrażeń.

Ale to będzie kiedyś… bo dziś nie jestem gotowa zrezygnować z jednego. Z mojego szczęścia, że mogę żyć tu i tam i chłonąć to, co najpiękniejsze z tych dwóch magicznych miejsc.

Pozdrawiam,
Ka


0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *