Mazurski Luksus – czyli jachty z ogrzewaniem

Jestem dziewczyną z Mazur, kocham to miejsce — tu się urodziłam i mieszkałam aż do czasu wyjazdu na studia. A nawet wtedy korzystałam z każdej możliwej okazji, by przyjechać w moje rodzinne strony — święta, wakacje, weekendy, każdy powód był dobry.

Mazury to dla mnie wspomnienia nie tylko z dzieciństwa, jedne z najlepszych chwil spędziłam tu jako nastolatka — szalejąc na imprezach, jeżdżąc na rowerze, spotykając się z koleżankami w centrum Giżycka, a także — nie żeglując!

Tak wiem, jestem z Mazur i nie żegluję. Co jest ze mną nie tak? Nie wiem, czy jest stereotyp mówiący o tym, że mieszkając na Mazurach żeglarstwo ma się we krwi, pewnie nie. Ale jakoś tak się dzieje, że większość znajomych żeglarzy, którzy słyszą, że jestem z Giżycka i nie lubię żeglować, łapie się za głowę i pyta co ze mną nie tak.

No właśnie — w sumie to nic. Pamiętam moje pierwsze żagle i wbrew pozorom byłam już całkiem dojrzała, kiedy się na nie wybrałam. Mi, mój wówczas jeszcze chłopak, zabrał mnie wraz z grupą znajomych na tydzień żeglarskich przygód.

Miało być super, zabawa, pływanie w jeziorze, opalanie na dziobie, a nawet romantyczne wieczory wśród szumu wody. Skończyło się ciągłym deszczem, permanentnym przemarznięciem i przedwczesnym powrotem do domu.

Widzicie, jestem jedną z tych osób, które NIENAWIDZĄ marznąć. Okej, rozumiem sytuacje, kiedy jest zima i stoję chwilę na przystanku i z braku ruchu jest mi zwyczajnie zimno. Ale nie potrafię pogodzić się z sytuacją, kiedy czuję ciągły dyskomfort i jeszcze mam udawać, że świetnie się przy tym bawię. Jak miałam być szczęśliwa i zadowolona z wyjazdu, wiedząc, że maks jedna godzina jazdy stąd dzieli mnie od ciepłego i suchego domu?!

No cóż, wiem, że z pogodą w Polsce bywa różnie i pech tak chciał, że trafiłam na wyjątkowo paskudny okres. A jednak zdefiniował on moje poglądy na temat żeglarstwa i jakoś tak nigdy nie wróciłam już do tego sportu.

Więc gdy stanęliśmy z Mi przed wyborem jachtów do naszego czarteru, wiedziałam jedno — OGRZEWANIE TO MÓJ MUST HAVE.

Ja wiem, większość ludzi, która decyduje się na wyjazd na Mazury zdaje sobie sprawę z warunków pogodowych, ciepły śpiwór, kilka bluz i dobry sztormiak to podstawa. Wiem też, że te jachty są dla klientów, nie dla mnie. Ale właśnie, tutaj zaczyna się moje rozumowanie — będzie też szybka dygresja.

Mam koleżankę, która żegluje od małego. Żagle to zawsze był dla niej taki trochę survival. Zero makijażu, wygodne ciuchy, które mogą się porwać, ubrudzić, przygoda, stawanie na dziko. Powiedziała mi, że ona nie wyobraża sobie jachtu z ogrzewaniem, jej zdaniem potencjalne marznięcie to cały urok tej zabawy, wtedy trzeba zaopatrzyć się w wino, herbatę, karty i stary brudny polar, zagryźć zęby i cieszyć się tym klimatem. Co więcej, dowiedziałam się, że nawet toaleta na jachcie to fanaberia, chociaż robi za świetny schowek na kapoki. A lodówka nie jest do niczego potrzebna, gdyż na żaglach je się przecież konserwy.

Dało mi to trochę do myślenia, no dobra, rozumiem. Żagle to przygoda, a nie wygoda. Tylko właściwie, czemu nie? Przecież taka toaleta, ogrzewanie czy przenośna lodówka nie umniejsza tych wszystkich przeżyć, ciągnięcia za linę, spływania do portu o zmierzchu. Więc czemu by nie skorzystać z tych kilku wygód, by nasz wyjazd był trochę bardziej komfortowy? Czy to naprawdę coś strasznego, jeśli przy wieczornej kolacji w deszczowy dzień będzie nam zwyczajnie, przyjemnie ciepło?

Miałam jednak inną myśl przewodnią. Wyobraziłam sobie siebie jako dziewczynę z innego miasta. Która na te żagle kilkanaście lat temu pojechała nie mając pojęcia o Giżycku i innych atrakcjach mazurskich okolic. Która przez pryzmat tych nieudanych żagli uzna, że już nie ma sensu zwiedzać Mazur. I na to nie mogę pozwolić, zbyt bardzo kocham to miejsce!

Jestem Ka — powiedz złe słowo na Mazury i ześlę na Ciebie klątwę wiecznego deszczu!

Więc wniosek mam taki: każdy żegluje jak tylko lubi najbardziej, ktoś kocha marznąć i moknąć — super, sprawdzi się jako sternik w deszczu. Inni kochają ciepło i wygodę. Jeszcze inni to i to. A ja chcę by u mnie na jachcie każdy był szczęśliwy, no bo jednak jestem trochę gospodarzem.

Więc dostałam zgodę, nikt nie zawetował mojej decyzji. Antila 26CC z ogrzewaniem. Kto wie, może nawet ja zechcę się wybrać raz jeszcze na żagle?

Teraz pytanie: co Wy o tym sądzicie? Czy żagle to nie miejsce na wygodę i spokojny wypoczynek? A może wręcz przeciwnie? Jaka forma bardziej do Was przemawia? Chętnie o tym przeczytam.

A teraz autoreklama. Jak już w tekście wspomniałam, wraz z Mi prowadzimy własny czarter – Old Sailor. O naszej marce możecie poczytać o tutaj. Staramy się robić to trochę inaczej, łączyć w całość nasze przeżycia i doświadczenia, tworząc coś innego niż wszyscy. Jak masz ochotę dowiedzieć się więcej, serdecznie zapraszamy! O naszych jachtach (z ogrzewaniem!) Antila 26CC przeczytasz więcej tutaj.

Całuję cieplutko ze słonecznych Mazur!
Ka


0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *